Nieprzyjemny zapach z klimatyzacji – dlaczego trzeba ją odgrzybić

Wyobraź sobie typowy, upalny, letni dzień w Warszawie.

Po powrocie do nagrzanego słońcem mieszkania z ulgą sięgasz po pilot od klimatyzatora, oczekując orzeźwiającej fali chłodnego powietrza. Urządzenie z cichym szumem budzi się do życia, jednak zamiast górskiej świeżości, pokój błyskawicznie wypełnia się ciężkim, duszącym zapachem, przypominającym woń starej piwnicy, brudnej ścierki lub – co gorsza – octu. To jeden z najbardziej frustrujących i niestety najczęstszych problemów, z jakim spotykają się użytkownicy systemów chłodzących. Taki obrót spraw nie tylko całkowicie odbiera przyjemność z korzystania z klimatyzacji, ale przede wszystkim jest jasnym sygnałem alarmowym wysyłanym przez urządzenie. Brzydki zapach to bezsporny dowód na to, że wewnątrz Twojego sprzętu zamieszkały niepożądane mikroorganizmy, a zignorowanie tego faktu może mieć poważne konsekwencje dla zdrowia domowników.

Skąd bierze się brzydki zapach wewnątrz urządzenia?

Aby zrozumieć, dlaczego klimatyzator z czasem zaczyna emitować nieprzyjemną woń, należy przyjrzeć się samej fizyce jego działania. Zadaniem jednostki wewnętrznej (tzw. parownika) jest odebranie ciepła z powietrza w pomieszczeniu. Kiedy gorące powietrze z salonu czy sypialni omywa lodowate, miedziane rurki i aluminiowe lamele wymiennika ciepła, dochodzi do gwałtownego skroplenia pary wodnej. W efekcie, podczas pracy w trybie chłodzenia, wnętrze klimatyzatora jest nieustannie mokre.

Sama woda nie jest oczywiście źródłem zapachu. Niestety, wentylator klimatyzatora zasysa powietrze z pokoju, a wraz z nim wszystko, co się w nim unosi: drobiny kurzu, martwy naskórek, sierść domowych pupili, opary tłuszczu z kuchni oraz dym tytoniowy. Choć pierwsze, siatkowe filtry wyłapują największe frakcje brudu, najdrobniejsze cząsteczki organiczne zawsze przedostają się w głąb urządzenia i osiadają na mokrym wymienniku oraz w tacy ociekowej, zbierającej skropliny.

Ciemne, zamknięte wnętrze klimatyzatora, wysoka wilgotność oraz obfitość materii organicznej stanowią absolutnie perfekcyjne środowisko – istny inkubator – dla rozwoju wszelkiego rodzaju pleśni, grzybów oraz bakterii. To właśnie procesy gnilne tych zanieczyszczeń i produkty przemiany materii kolonii mikrobiologicznych (mikotoksyny) są bezpośrednią przyczyną tego, że po włączeniu nawiewu musisz otwierać okna z powodu uciążliwego smrodu stęchlizny.

Kiedy zapach staje się realnym zagrożeniem dla zdrowia?

Nieprzyjemna woń to jedynie wierzchołek góry lodowej. Prawdziwy problem polega na tym, że za każdym razem, gdy wentylator wydmuchuje powietrze o zapachu pleśni, do Twojego salonu trafiają miliony niewidocznych gołym okiem zarodników grzybów i komórek bakteryjnych. Rozpylane po całym pomieszczeniu, są one bezwiednie wdychane przez Ciebie, Twoje dzieci i zwierzęta domowe.

Długotrwała ekspozycja na zanieczyszczenia biologiczne pochodzące z zagrzybionego klimatyzatora prowadzi do szeregu dolegliwości, które często błędnie zrzucamy na karb „letniego przeziębienia” lub przemęczenia. Do najczęstszych objawów należą:

  • Częste i nawracające bóle głowy, uczucie ciężkości i przewlekłe zmęczenie (często klasyfikowane jako element tzw. Syndromu Chorego Budynku).
  • Podrażnienie błon śluzowych: pieczenie oczu, drapanie w gardle, suchy kaszel oraz wodnisty katar.
  • Nasilenie objawów u alergików i astmatyków – zarodniki pleśni to jedne z najsilniejszych naturalnych alergenów, które mogą wywołać gwałtowne ataki duszności.
  • W skrajnych przypadkach i w bardzo zaniedbanych, dużych instalacjach (częściej komercyjnych, ale zjawisko to może wystąpić wszędzie), rozwój niebezpiecznych bakterii, w tym z rodzaju Legionella, wywołujących groźne dla życia zapalenie płuc, znane jako „choroba legionistów”.

Korzystanie z zagrzybionego sprzętu mija się z jego podstawowym celem. Klimatyzacja ma poprawiać jakość życia i gwarantować czysty, rześki mikroklimat, a nie zamieniać mieszkanie w biologiczną tykającą bombę.

Nieprzyjemny zapach z klimatyzacji - dlaczego trzeba ją odgrzybić

Domowe sposoby czy interwencja fachowca?

Wielu użytkowników, czując niepokojący zapach, udaje się do najbliższego marketu budowlanego w poszukiwaniu „cudownych środków” – pianek, sprayów i aerozoli do samodzielnego czyszczenia klimatyzacji. Należy jednak mieć świadomość, że tego typu specyfiki to zazwyczaj rozwiązanie maskujące problem, a nie go eliminujące. Spryskanie przedniego panelu i widocznych blaszek wymiennika zapachową pianką usunie ułamek kolonii grzybów, co przyniesie ulgę na kilka lub kilkanaście dni. Piana ta rzadko kiedy jest w stanie dotrzeć do najważniejszego miejsca – tylnej części wymiennika, zakamarków tacy ociekowej oraz rurki odprowadzającej skropliny, gdzie gęsty, przypominający galaretę szlam biologiczny czuje się najlepiej.

Zabiegi amatorskie bardzo często kończą się również zalaniem wrażliwej elektroniki lub zaklejeniem odpływu wody resztkami piany i rozpuszczonego brudu. Aby trwale wyeliminować zagrożenie biologiczne, konieczne jest profesjonalne odgrzybianie klimatyzacji, przeprowadzane przez wykwalifikowanych techników przy użyciu odpowiednich narzędzi i atestowanej chemii.

Jak przebiega proces rzetelnej dezynfekcji układu?

Prawidłowo wykonana usługa serwisowa to proces wieloetapowy. Certyfikowany technik nie ogranicza się jedynie do użycia sprayu. Prace rozpoczynają się od odłączenia urządzenia od prądu i demontażu plastikowej obudowy (tzw. panela czołowego) oraz filtrów wstępnych. Elementy te są najczęściej myte pod bieżącą wodą w łazience z użyciem detergentów rozpuszczających osady organiczne i tłuszcze.

Następnie serwisant przechodzi do serca układu – parownika. W przypadku silnych zabrudzeń, przed nałożeniem chemii dezynfekującej, wymiennik jest odkurzany, a niekiedy myty przy pomocy specjalnych myjek parowych lub ciśnieniowych, które wypłukują wbity głęboko między lamele kurz (zabezpieczając przy tym ściany i podłogę specjalną osłoną w kształcie lejka). Dopiero na tak przygotowaną, oczyszczoną mechanicznie powierzchnię aplikowane są silne, profesjonalne środki biocydowe. Mają one za zadanie nie tylko zabić istniejące kolonie grzybów i bakterii, ale również stworzyć na lamelach powłokę, która przez kolejne miesiące będzie hamować ich ponowny rozwój.

Niezwykle ważnym, a często pomijanym przez laików etapem jest dogłębne czyszczenie i przepłukanie tacy ociekowej oraz udrożnienie linii skroplin. Jeśli na tym odcinku zalegają gnijące osady, zapach stęchlizny bardzo szybko powróci. Po wypłukaniu całego układu chemia spływa bezpiecznie na zewnątrz lub do zbiornika, a urządzenie jest składane, osuszane i testowane.

Dobre praktyki zapobiegawcze na co dzień

Chociaż raz w roku należy powierzyć urządzenie w ręce specjalistów, jako użytkownik masz ogromny wpływ na to, jak szybko wewnątrz rozwiną się drobnoustroje. Kluczem do sukcesu jest unikanie tworzenia sprzyjających warunków dla grzybów. Co możesz zrobić?

Przede wszystkim pilnuj regularnego, samodzielnego mycia filtrów siatkowych (najlepiej co 2-3 tygodnie w szczycie sezonu). Im mniej kurzu przedostanie się do środka, tym mniej „pożywienia” będą miały pleśnie. Drugą, niezwykle skuteczną metodą jest zmiana nawyku wyłączania urządzenia. Większość osób, wychodząc z domu lub kładąc się spać, po prostu naciska czerwony przycisk zasilania. Mokry i zimny wymiennik zostaje wtedy zamknięty w ciemnej obudowie. Zamiast tego, na kilkanaście minut przed planowanym wyłączeniem klimatyzacji, zmień tryb pracy z chłodzenia (ikona śnieżynki) na samą wentylację (ikona wiatraczka). Wyłączy to sprężarkę, ale pozostawi działający nawiew, który osuszy wymiennik z zalegającej wody. Brak wilgoci drastycznie spowolni proces zagrzybiania sprzętu.

Czysta i regularnie dezynfekowana klimatyzacja to gwarancja głębokiego i zdrowego oddechu w Twoim domu. Zapach stęchlizny wydobywający się z kratki nawiewnej to ostateczne wezwanie do działania, którego pod żadnym pozorem nie należy ignorować. Reagując na czas i oddając sprzęt w ręce profesjonalistów, dbasz o komfort, bezpieczeństwo i zdrowie całej swojej rodziny.